|
 |
 |
  |

 To mój Ojciec !

 To moja Mama !

 A to mój Dziadek !
|
|
  |
|
 |
|
|
|
|
 |
 |
Cześć ! Jestem " SANTO " .
Nadali mi takie imię by kojarzyło się z imieniem mojego dziadka słynnego FANTO vom Hirschel.
Zapytacie dlaczego nie ojca Jeck'a ? A to dlatego, że kiedy byłem planowany,
mój ojciec JECK vom Noricum nie był jeszcze psem bardzo znanym,
ale bardzo dobrze się zapowiadającym.
Gdy byłem poczęty, Jeck był vice zwyciecą świata ( VA-2).
W tym czasie mój dziadek był już dwa razy z rzędu zwycięzcą świata ( VA 1 ),
i zwycięzcą wszystkich ras na światowej wystawie w Dortmundzie !!!
Opowiem wam historię mojego wspaniałego i bujnego życia. Mam w tej chwili 9 lat, więc jest co wspominać.
Zacznę od początku.... |
| |

| |
 |
Urodziłem się w niezłym towarzystwie,
było nas siedmioro: aż pięć siostrzyczek, mój brat, no i oczywiście ja.
Dzięki naszej wspaniałej matce championce ELIS Santander pierwsze kroki naszego życia zapowiadały się obiecująco i wspaniale.
Nadszedł siódmy tydzień naszego rozbrykanego życia (ciężko mi o tym mówić, ale trudno).
Gdy byliśmy już gotowi by opuścić ciepełko naszej mamusi ELIS i pielesze naszej posiadłości,
zostaliśmy przed wypadem w samodzielne życie - odrobaczeni, wytatuowani
( nadali mi numer E-041, nie było to przyjemne i źle mi się kojarzyło) i oczywiście
zaszczepieni jak to mówią ludzie dla naszego dobra. Pamiętam była niedziela, dostaliśmy po
zastrzyku(nic nie bolało) i wszystko było OK. Następnego dnia nie wiedziałem co się dzieje,
zacząłem załatwiać się i wymiotować krwią, moje rodzeństwo również. Czuliśmy się fatalnie i natychmiast
wylądowaliśmy u lekarza. Z tego okresu niewiele pamiętam, wiem tylko z opowieści, że przeleżałem tydzień
pod kroplówką. Tylko ja i moje dwie siostry przetrzymały tą mordęgę, która nazywała się parwowirozą.
W naszym przypadku, jak się okazało byliśmy doszczepieni, więc tylko dobrej opiece lekarza i mojego hodowcy
udało się nam trójce wyjść z tego koszmaru. Jak widzicie początki mojego życia nie były obiecujące,
ale na tym koniec nieprzyjemnych opowieści, przejdźmy do tych pozytywniejszych w moim życiu.
Z dwutygodniowym opóźnieniem trafiłem do moich opiekunów, którzy czekali na mnie z utęsknieniem i wiarą,
że wyjdę z tego.
Pojechałem do nowego miejsca, no, no, warunki fantastyczne,
cała chata do dyspozycji, żyć nie umierać. Najgorsze to siedzenie w domu, bo przez miesiąc przechodziłem kwarantannę.
Żadnemu psu tego nie życzę. Oglądałem tylko z balkonu coś co fruwa i jakieś kudłate w paski co miauczy,
to było stresujące. Tyle zapachów wokół. Po miesięcznej rozpuście zaczęło się normalne
funkcjonowanie - spacery, zabawa, zabawa - spacery. Nie powiem podobało mi się to.
W siódmym miesiącu mój opiekun zaskoczył mnie całkowicie: zastanawiał się czy
aby na pewno jestem owczarkiem niemieckim. Prawdopodobnie byłem tak brzydki, że wszyscy śmiali się -
Jaka to rasa ?. Gdy pojechałem pierwszy raz na plac tresury,
to pytali się czy aby na pewno mam jakieś papiery. Mój opiekun nawet się nie wychylał z tym,
że mam lepsze pochodzenie od nich samych. Mijały tygodnie, z sielanki zrobiła się "musztra" -
nie powiem nie mogłem doczekać się następnego wypadu na plac tresury, tylko te chodzenie
przy nodze denerwowało mnie najbardziej - "równaj", "równaj"...ile można, co za głupota.
Bardzo mi się to nie podobało, na szczęście nie trwało to zbyt długo, bo mój opiekun w
końcu się obudził i stwierdził, że coś nie tak....
Bardziej wolałem komendę naprzód, tak mogłem chodzić godzinami.
Gdy skończyłem 12 miesięcy dostałem " głupiego Jasia " naciągali mi nogi i robili zdjęcia,
jakbym pozował do akt.
Było to prześwietlenie na dysplazję, odetchnąłem z ulgą - wynik był negatywny, więc byłem wolny od dysplazji.
Od tej pory zaczęła się moja przygoda z tresurą i wystawami na poważnie.
Już po tygodniu wyjechałem do Niemiec do przyjaciół mojego opiekuna,
którzy zajmowali się tresurą na bardzo wysokim poziomie. Powiem krótko - było fantastycznie!
To, czego się nauczyłem tam w ciągu miesiąca, w Polsce nie nauczyłbym się w ciągu roku ,
a to czego nauczył się mój przewodnik zaczęło procentować z dnia na dzień .
Okazało się że ja pracowałem 4 razy w tygodniu a mój przewodnik dostawał, " w kość "
7 razy w tygodniu 2 razy dziennie po 4 godziny. Po miesiącu ja musiałem go prowadzić bo
był wycięczony, ale przydało mu się to.
Motto brzmi: Jeśli przychodzisz na plac pierwszy raz i chcesz nauczyć czegokolwiek swojego psa,
musisz się najpierw sam nauczyć pracować z psem, a przy drugim psie może uda ci się popełnić
mniej błędów niż z pierwszym.
Była piękna wiosna, po powrocie do Polski mój opiekun skontaktował się z hodowcą i obaj zauważyli, że
z tygodnia na tydzień zmieniam się nie do poznania w błyskawicznym tempie i że robi się ze mnie
owczarek niemiecki. Ha, ha, ha, bardzo śmieszne. Mogli się mnie spytać jak miałem 3 miesiące to
bym im powiedział co o tym myślę. Nie znają bajki o brzydkim kaczątku?
Przygoda z tresurą została chwilowo
zawieszona gdyż zostałem zgłoszony na wystawy - co to będzie, z czym to się je ? no cóż, zobaczymy,
sami tego chcieli. Tęskniłem za zabawą na placu, za nawęszaniem śladów i to co lubiłem
najbardziej - pozorant ze wspaniałym rękawem - to było to. Wyjechałem do domu nad jeziorem..
Zacząłem chodzić, biegać, chodzić, biegać, nie wiem dlaczego, ale nie mogłem galopować,
tylko - kłus, kłus, kłus i tak bez końca. Minęła wiosna, rozbudowałem się, nabrałem
mięśni, przede wszystkim kondycji. Nieubłaganie zbliżała się moja pierwsza wystawa.
Byłem niesamowicie stremowany jak wypadnę. No i proszę - 1 miejsce, ocena doskonała, medal złoty, C.W.C.,
Zwycięzca Młodzieży.
Mój przewodnik otrzymał od sędziego mnóstwo papierków, medal, no i gratulacje. A ja?
Hodowca i mój opiekun tylko mnie poklepali. Za tydzień druga wystawa.
Czułem się już pewniej.
Stało się, zająłem 2 miejsce z oceną b. dobrą. Przegrałem z psem dużo wyższym od siebie.
A wszyscy mówili że ja jestem duży.
W opisie mówiąc krótko byłem, " nietypowy w rasie " . Mój opiekun lekko się podłamał,
lecz hodowca w ogóle się tym nie przejął, wiedział że sędzia jest w zastępstwie i może się
na owczarkach nie znać, tym bardziej, że wystawiając przez wiele lat owczarki, pierwszy raz
się z tym sędzią spotkał. Nie ma co się usprawiedliwiać zobaczymy co będzie za tydzień na trzeciej
wystawie i to międzynarodowej.
Mój przewodnik mógł odetchnąć z ulgą. Znów wygrałem!
Oby tylko nie przyzwyczaił się do moich sukcesów i nie woził mnie co tydzień na wystawy.
Chociaż nie jest to takie złe...
Wygrywając na wystawach w Inowrocławiu (C. W. C., Zwyc. Młodz.), Chojnicach (Zwyc. Młodz.) i na prestiżowej międzynarodowej
wystawie w Poznaniu ( C. W. C., Zwyc. Młodz. Polski) otrzymałem dyplom
MŁODIEŻOWY CHAMPIONAT WYSTAWOWY!!!
Nie będę wspominał wszystkich wystaw, powiem tylko, że startowałem w 9 wystawach
nie licząc klubowej i wystaw zagranicznych - do nich jeszcze wrócę . 3 razy byłem drugi
z oceną doskonałą, 5 razy wygrałem z oceną doskonałą w tym 4 razy C.W. C. ,
tytuł Zwycięzca Polski Młodzieży Poznań 94 i tytuły Zwycięstwo Wystawy, Czołówka Polski
i to wszystko tylko w jednym roku wystawowym (Championat murowany).
Oceny dostawałem od najlepszych sędziów polskich jak i niemieckich..
Była fajna zabawa, najeździłem się co niemiara.
Ponad miesiąc przed wystawą światową mój przewodnik wraz z hodowcą postanowili
pokazać mnie na prestiżowej wystawie w Niemczech w Viernheim....
dalej ........ 2 do góry | | 
| |
| |